382

Stanie z kciukiem przy drodze, problemy z mapą, zapach stcji benzynowych i noce na nich spędzone.
Kilometry obcymi samochodami, słońcem wpadającym przez szybę i rozmowami o wszechświecie.
Sprawdznie czy cały czas się da, czy ludzie są jeszcze dobrzy i czy na podróż robią kanpki z pangą.

Tym razem „okazjami” zabierzemy się na Bałkany – ostatni europejski kierunek jaki planowałem.

Stan na liczniku autostopowicza: mocno ponad 20 000 km.
To jak z Paryża do Tokio (i z powrotem).

powiększ zdjęcie

380

Pierwszy rok swojego życia spędziłem na tym osiedlu.
Ten widok towarzyszył mi potem w trakcie weekendowych odwiedzin
babci. Miała kanał Polonia1 oraz wannę z naprawdę gorącą wodą.
Na tamtejszych chodnikach uczyłem się jeździć na rowerze i grać w
ping-ponga. Ostatnio odnalazłem napis, który pamiętam z dzieciństwa
(wtedy nie miałem pojęcia co oznaczają pierwsze słowa). Brzmiał:
GOD SAVE THE PING-PONG. Widać go, gdy idzie się na pocztę.

powiększ zdjęcie

379

Zbyt krótko grali, nie przyjechali całym składem, a Zach się tłumaczył.
Mimo to chciałbym jeszcze kiedyś posłuchać ich na żywo.
Mam słabość. To jednak Beirut.

Więcej o samym Condonie napisałem tu:
wyborcza.pl/1,75475,8267549,Ukulele_pachnace_kardamonem.html

P.S.
Miałem problem z wniesieniem Samurai’a na teren Stodoły.
Uznano go za profesjonalny sprzęt i skierowano do depozytu.
Pomijając, że przetrzymanie kosztuje, chciałem mieć zdjęcia.
Do końca kliszy zostało 5 klatek (czyli 10 zdjęć half-frame’owych).
Po zrobieniu dwóch – nie widząc czemu – film zaczął się przewijać.
Powyższe duo-foto jest więc jedynym zrobionymi tamtego wieczoru.

powiększ zdjęcie

377

Słuchałem nowej płyty Arcade Fire i piłem malinową herbatę Lipton (również nowość na rynku).
Dni były wolniejsze, ciało szybciej się pociło.
Pakowanie wszystkiego w pudła po telewizorach było jednoczesną próbą opanowania gratów
(rozjeżdżały się w cztery – znacznie od siebie oddalone – miejsca).
Odczułem utrudnienia wynikające z nieposiadania własnej ciężarówki i samego prawa jazdy.
Jakby tego było mało, w trakcie przeparkowywania samochodu taty, wyrwałem drążek skrzyni biegów.
Mam autentyczny problem z ówczesnymi nowościami oraz z zapuszczaniem się w powiślańskie okolice.
Jednak fajnie tam było.
Tak w sam raz.
Dobrze.

powiększ zdjęcie

375

Odstaw butelkę coli do skrzynki ⇒ Zejdź schodami w dół ⇒ Odepnij rower od barierki ⇒ Włącz mp3 ⇒ Za
dziesięć metrów skręć w lewo ⇒ Trzymaj się lewej strony ⇒ Za trzy sekundy skręć w lewo ⇒ Wjechałeś na
ulicę Szpitalną ⇒ Jedź prosto ⇒ Wjechałeś na Plac Powstańców Warszawy ⇒ Jedź prosto ⇒ Zbliżasz się
do ulicy Świętokrzyskiej ⇒ Skręć w prawo ⇒ Dojeżdżasz do ulicy Kopernika ⇒ Skręć w prawo ⇒ Wjechałeś
na Tamkę ⇒ „Tamką zjazd z iPodem, a iPodzie David Bowie” ⇒ Jedź prosto ⇒ Zwolnij! ⇒ Za pięć
metrów skręć w prawo ⇒ Wjechałeś na ulicę Kruczkowskiego ⇒ Jedź prosto ⇒ Skręć w lewo po podwójnej
ciągłej ⇒ Wjedź w bramę ⇒ Wjedź windą na siódme piętro ⇒ Jesteś na miejscu. Cel osiągnięty!

powiększ zdjęcie

374

Vincent Moon odwiedził Polandię z okazji OFF Festival’u.
Zanim jednak udał się do Katowic, zahaczył o Wa-wę i w Kulturalnej
pokazał kilka filmów z serii Take-Away Shows i projektów pobocznych.
Wcześniej nie widziałem, że francuski jest tak podobny do angielskiego.

powiększ zdjęcie

373

O krzyżu pod Pałacem napisano już wystarczająco dużo.
Zdjęcia obrońców, pomocników i atakujących ledwo mieszczą się
w nowej wersji graficznej wyszuki Google (od momentu postawienia
metalowych bramek, mówić można także o bramkarzach).
Byłem tam kilka razy.
Krzyczałem: „Jeszcze jeden!”, „POlszewiczy”, „Do kościoła!”, „Kto nie
skacze ten pod krzyżem – hej! hej! hej!”.
Rozmawiałem: ze wszystkimi – za każdym razem opowiadając
się po innej stronie i przedstawiając odpowiednie argumenty.
Dostałem: wiersz o smutku, różaniec i z łokcia.

powiększ zdjęcie