111

W czasie gdy koncert dogorywał, stwierdziliśmy że fajnie byłoby
przejechać się do Łodzi. Wyruszyć rano, wrócić wieczorem.
Niewyspani i zmęczeni, po śmierdzącym śniadaniu w burger kingu,
wsiedliśmy w mega-szybki pociąg jeżdżący dzięki dotacjom UE.
Ubrani w cienkie kurteczki marzliśmy przechadzając się Piotrkowską.
Błądziliśmy po mieście dosyć długo. Niestety, nigdzie nie mogliśmy
znaleźć browaru łódzkiego. Znaleźliśmy za to reklamę wystawy
mającej w swoich zbiorach jedynego w świecie dwugłowego żółwia.

To zdjęcie wyżej to jedyne jakie zrobiłem tamtego dnia w Łodzi.

105

To było naprawdę ostatnie wejście na trybuny.
Wszystko zostało ogrodzone. Maszyny wjechały na plac budowy.
Nigdy więcej nie zobaczę już tego obrazu znanego mi od tylu lat.
Stadion jednak umiera. Znika bezpowrotnie. Szkoda. Wielka szkoda.

Na zdjęciu Ewa, której potwornie zazdroszczę,
że widziała grupę hindusów grających na błoniach w krykieta.

104

Mój brat wyraził miłość w sposób chodnikowy.
Dopisałem „C” do ‘OLĘ’ wyrażając tym samym własną fascynację.
Chodzą głosy na mieście, że to zdjęcie dokładnie mnie określa.